Bolonia i Maranello – 48 godzin w rytmie włoskiej ulicy
Włoski reset – 4 dni z aparatem w ręku
Między 13 a 16 stycznia 2025 roku wyrwałem się z codzienności, by choć na chwilę złapać inny rytm – włoski. Bolonia i Maranello przywitały mnie łagodnym światłem, aromatem espresso i klimatem, który aż prosił się o zdjęcia. To była szybka, ale intensywna podróż – foto spacer pełen codziennego życia, lokalnych smaków i ulicznych historii. Idealne warunki na street fotograficzną przygodę z Sony A7C II i Zeissem 35mm f/2.8.
Bolonia – serce regionu i dusza ulicy
Bolonia to miasto z charakterem. Tu wszystko dzieje się “między” – między kawą a rogalikiem, między rękoma kucharza w otwartej kuchni, między ruchem rowerzysty a krokiem starszej pani niosącej zakupy. Fotografowałem ludzi, szyldy, witryny, architekturę, ale to, co najważniejsze, działo się zawsze na chodniku.
Miasto tętniło naturalnym światłem, a kolorystyka – ciepłe odcienie cegły, czerwone dachy, stare plakaty i wyblakłe szyldy – tworzyły idealne tło do miejskiego reportażu. Nie szukałem idealnych kadrów. One po prostu same wpadały w wizjer.
Życie na talerzu i przy barze
Fotografia uliczna to nie tylko gesty i ruch – to także smak. Bolonia to raj dla fanów jedzenia z duszą. Rejestrowałem nie tylko obrazy, ale i klimat lokalnych knajpek, cukierni i barów. Street food, który smakowałem – pizza al taglio, kawałek lasagne, espresso na stojąco – to część opowieści, którą opowiadam zdjęciami. Każda z tych scen miała swój rytm, swoją światło-cień, swój zapach. Kadry, które oddają więcej niż tylko obraz.
Maranello – cisza, skupienie i legenda w tle
Z Bolonii do Maranello jest niedaleko, ale klimat już zupełnie inny. Miasteczko jest spokojniejsze, bardziej skupione – a mimo to wypełnione duchem wyścigów, pasją i emocjami. Maranello to nie tylko Ferrari (choć o tym w osobnym wpisie), ale też miejsce, gdzie życie toczy się swoim rytmem – wolniej, czyściej, bardziej intymnie.
Spacerując po ulicach Maranello, łapałem codzienność w obiektywie: pracujących ludzi, puste alejki, detale elewacji, styl życia, którego nie trzeba udawać. Reportaż, który powstał, to opowieść o codzienności – tej prawdziwej, niepozowanej, z naturalnym światłem i prawdziwymi emocjami.
Reporterskim okiem – moje podejście do fotografii ulicznej
Zdjęcia, które powstały, są bliskie mojej fotograficznej filozofii – obserwuj, nie przeszkadzaj, łap moment. Nie jestem typem fotografa, który ustawia ludzi. Wolę być w tle, reagować na rytm miasta. Sony A7C II z Zeissem 35mm f/2.8 to zestaw, który pozwala być niewidocznym, szybkim i gotowym zawsze wtedy, kiedy coś się dzieje.
Światło, kąt, cień, gest – to wszystko składa się na zdjęcie, które coś mówi. A Bolonia i Maranello miały naprawdę wiele do powiedzenia.
Podsumowanie – szybka podróż, wiele historii
Choć we Włoszech byłem zaledwie cztery dni, ten wyjazd naładował mnie twórczo i emocjonalnie. Bolonia pokazała mi życie ulicy – z bliska, naturalnie, bez filtrów. Maranello dało kontrapunkt – spokojniejszy, bardziej refleksyjny. Razem stworzyły kadry, które mówią o ludziach, mieście i emocjach.
Ten wpis to tylko początek większej serii. W kolejnych tekstach opowiem więcej o wizycie w muzeach Ferrari, Pagani czy Ducati – ale dziś zostawiam Cię z obrazem Włoch nie z folderów reklamowych, ale tych prawdziwych. Ujętych moimi oczami.






























































